Zawisza Czarny. Brytyjscy skauci zieloni z zazdrości. - Niepospolici
677
post-template-default,single,single-post,postid-677,single-format-standard,bridge-core-2.2.9,cookies-not-set,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-21.6,qode-theme-bridge,disabled_footer_bottom,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.2.0,vc_responsive

Zawisza Czarny. Brytyjscy skauci zieloni z zazdrości.

Zakupiony w 1934 r. w Danii drewniany jacht żaglowy „Petrea”, po remoncie i przebudowie otrzymał nowe imię, upamiętniające patrona naszego harcerstwa. „Zawisza Czarny”, flagowa jednostka Związku Harcerstwa Polskiego, powrócił właśnie do Gdyni po rejsie pełnomorskim, podczas którego zawinął do Kopenhagi, Londynu, Amsterdamu i Antwerpii. Wszędzie witano go z entuzjazmem i wielką sympatią.

Jako największy na świecie jacht organizacji skautowskiej, „Zawisza” budził zarówno podziw, jak i zazdrość brytyjskich skautów, nie dysponujących podobną jednostką we własnym kraju, uchodzącym przecież za morską potęgę. Ponieważ kupno statku sfinansowano w całości ze składek społecznych, załoga szczególnie pielęgnowała takie wartości jak wspólnota i solidarność.

Inicjatorem powstania „Zawiszy” był Witold Bublewski, kierownik harcerskich drużyn żeglarskich. W czasie wojny polsko-bolszewickiej jako 16-letni chłopak zgłosił się do wojska, aby uczestniczyć w obronie Warszawy. W okresie miedzywojennym wrócił do żeglarstwa. Organizował ośrodki żeglarskie i kursy szkoleniowe.

Na prośbę Bublewskiego kapitanem harcerskiego żaglowca został gen. Mariusz Zaruski, kawalerzysta, taternik i opiekun ruchu harcerskiego. To na jego życzenie jacht, który pierwotnie nazwano „Harcerz”, przemianowano na „Zawiszę Czarnego”. Zaruski cieszył się tak wielkim szacunkiem, że pomimo jego próśb, aby tytułować go kapitanem, młodzież zwracała się do niego „panie generale”. Był czołową postacią polskiego żeglarstwa i niekwestionowanym autorytetem. Tak wszechstronnych żołnierzy jak Zaruski, inne kraje mogą nam tylko pozazdrościć. Oprócz zamiłowania do żeglarstwa, generał kochał też góry. Potrzeba niesienia pomocy drugiemu człowiekowi zmotywowała go do założenia Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Do później starości intensywnie ćwiczył, zachowując wysportowaną sylwetkę. 

Dziewicza wyprawa „Zawiszy” to był dopiero początek. Pod dowództwem Zaruskiego jacht odbył 16 rejsów. Zawinął do 27 portów w 10 krajach, przebywając w sumie około 14 tys. mil morskich.  Codziennie po podniesieniu bandery kapitan pozdrawiał załogę słowami: „Czuwajcie druhowie na morzu!”. „Czuwamy druhu generale!” – odpowiadali harcerze.