Polski Volkswagen. - Niepospolici
1411
post-template-default,single,single-post,postid-1411,single-format-standard,bridge-core-3.0.1,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode_grid_1300,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-28.8,qode-theme-bridge,disabled_footer_bottom,qode_header_in_grid,qode-wpml-enabled,wpb-js-composer js-comp-ver-6.8.0,vc_responsive

Polski Volkswagen.

Polski Volkswagen, czyli zapomniany rozdział naszej motoryzacji.

Stefan Pragłowski. Mówi Wam coś to nazwisko? Spokojnie, mi też jeszcze do niedawna nic nie świtało. A szkoda, bo to niesamowita historia.

Na przełomie lat 20 i 30 zeszłego stulecia w światowej i europejskiej motoryzacji pojawiła się tendencja do projektowania tzw. samochodów powszechnych, na który mogłaby sobie pozwolić większa część społeczeństwa aniżeli jedynie ci najlepiej sytuowani. Jej symbolem stał się ostatecznie niemiecki Volkswagen (samochód ludzi/ludu), popularny „garbus” konstrukcji słynnego inżyniera Ferdinanda Porsche, ale nie tylko Niemcy celowali w masowość i dostępność swoich produktów.

W Polsce mieliśmy właśnie inżyniera Stefana Pragłowskiego, który od początku lat 30 pracował nad swoją autorską koncepcją samochodu powszechnego. Miał nim być „Radwan”, nowoczesny, elegancki i tani, powstający w oparciu o zaplecze techniczne Huty Pokój w Katowicach. Dodatkowo, jak niemal wszystko co wyszło z desek kreślarskich polskich konstruktorów, zawierający mnóstwo nietuzinkowych i nowatorskich rozwiązań technicznych.

Dach z dermatoidu. Absolutnie niespotykana w innych, światowych projektach, autorska rurowa konstrukcja nośna, oparta na dostępnych w Polsce, rodzimych materiałach. Doskonałe zawieszenie. Miało być prosto i tanio, ale jednocześnie ekonomicznie i komfortowo.

I było. Lektura przedwojennej prasy nie pozostawiała złudzeń. „Radwan” ze swoją ceną oscylującą w granicach 4 tys. złotych był skazany na sukces. Sukces już pierwszego prototypu był tak oszałamiający, że konstrukcje skierowano do produkcji masowej, która miała ruszyć na przełomie 1938 i 1939 roku.

Nie ruszyła. Ambitny plan dominacji na polskich, a kto wie czy nie europejskich drogach przerwała wojna. Kiedy dobiegła końca inż. Pragłowski próbował jeszcze wskrzesić swój pomysł samochodu masowego w nowej, komunistycznej rzeczywistości. Jednak nie znalazł ani zrozumienia ani zainteresowania. Umarł w 1957 roku, a wraz z nim „Radwan” – całkowicie polski, rewolucyjny w swoich czasach pojazd, który miał szansę odmienić rzeczywistość przedwojennego, a może i powojennego kraju.

Inżynier Stefan Pragłowski pochowany jest we Wrocławiu. Został zgłoszony do projektu „Ocalamy” i wkrótce zostanie uhonorowany naszym specjalnym insygnium.

Wspólnie postaramy się też ocalić Go od zapomnienia, bo absolutnie na to nie zasłużył. Powinien być znany powszechnie, nie jedynie wąskiemu gronu pasjonatów rodzimej motoryzacji.

Choć i oni czasami nie są świadomi kim był niesamowity konstruktor „Radwana”.

Czas to zmienić.

aut. Przemysław Mandela

fot. archiwum prywatne